niedziela, 3 czerwca 2018

Taca śniadaniowa - wspaniały gadżet dla każdej pani domu.

Uwielbiam weekendy. Lubię je nie tylko za to, że mogę odpocząć i skupić się na sobie. Ale też za to, iż mogę sprawić radość mojemu mężowi. Weekend to ważny dla mnie czas, kiedy to mogę w spokoju usiąść i wypić kubek ciepłej herbaty. Co w tygodniu niestety nie zawsze jest możliwe.

Sobota to czas, kiedy to mąż pragnie odpocząć po całym tygodniu pracy. Zdarzają się takie weekendy kiedy to zaraz po tym jak wstaniemy lecę na dół do kuchni zrobić pyszne i pożywne śniadanie dla całej naszej trójki.




Jak dotąd było to troszkę uciążliwe, ponieważ robiąc śniadanie nie dawałam rady zabrać się ze wszystkim i często musiałam co chwilę chodzić na dół do kuchni by coś donieść. Dlatego też razem z mężem od kilku miesięcy zastanawialiśmy się nad kupnem tacy śniadaniowej, która wszystko by nam ułatwiła.

Kilka dni później dostaliśmy meila od firmy MyGiftDna, że wyślą nam takową tacę. Ucieszyliśmy się ogromnie. Firma w swoim asortymencie ma mnóstwo propozycji dotyczących tych że tac. Jednak my postawiliśmy na tacę z własnym projektem. Po wysłaniu mejla z odpowiedzią, która z tac nam się podoba i co chcielibyśmy zmienić czekaliśmy już tylko na projekt od firmy.




Firma odesłała nam projekt, który bardzo nam się spodobał. Pozostało więc tylko czekać, aż taca zostanie wykonana i przesłana do nas. O dziwo czas oczekiwania wcale nie był długi i nim się obejrzeliśmy taca była już u nas.

Po rozpakowaniu przesyłki byłam mile zaskoczona, gdyż nie dość że cała przesyłka pięknie pachniała świeżo ściętym i obrobionym drzewem to jeszcze w środku znaleźliśmy karteczkę na której było napisane kto pakował dla nas tą przesyłkę.




Powiem wam, że taca stała się naszą przyjaciółką. Chętnie używam jej podczas naszych wspólnych posiłków ale nie tylko. Nadaje się ona także do zdjęć. Tacę można położyć ale i postawić dzięki specjalnym nóżkom, które są do niej przymocowane. Dodatkowo jest ona poręczna oraz lekka.




Została wykonana z drewna w kolorze czekoladowego brązu. Ludzie, którzy ją tworzyli zadbali o najdrobniejsze szczegóły. Tak ułatwia mi ona życie, iż czasem zastanawiam się jak ja mogłam funkcjonować bez niej przez tyle lat. Polecam ją każdemu.




środa, 9 maja 2018

"Ostatnie słowo zawsze należy do góry"... Everest

Ostatnio razem z rodziną oglądałam piękny film, który skłonił mnie do napisania tego wpisu. Opowiadał on o grupie ludzi, którzy chcieli zdobyć szczyt góry zwanej "Everest". Film pokazał mi nie tylko to jak męczące było dla tych ludzi wspinanie się i schodzenie z góry, ale też jak mocno wierzyli w swoje możliwości. A przede wszystkim ufali sobie wzajemnie.


Oni nie wspinali się dla sławy, dla większości z nich było to marzenie, które po prostu chcieli spełnić. Pamiętam, że był tam wątek jednego z alpinistów imieniem Doug(jest to jego prawdziwe imię), a grał go John Hawkes. Wątek ten opowiadał o tym, że chciał on udowodnić grupie dzieci iż marzenia się spełniają trzeba tylko w to wierzyć i realizować swoje cele. To własnie między innymi dla nich postanowił zdobyć ten szczyt. Udało mu się to. Niestety podczas schodzenia zmarł na skutek hipotermii.

Towarzyszył im nie tylko strach i tęsknota za bliskimi, ale także odmrożenia których się nabawili. Ci, którym udało się zejść już zawsze będą mieli przed swoimi oczami obraz ludzi, którzy zginęli spełniając swoje marzenia. Film skłania do mocnych przemyśleń i refleksji. Nie wiem czy sama kiedykolwiek odważyłabym się na taką wyprawę.


Podziwiam alpinistów nie tylko za determinację w dążeniu do celu, lecz także za wiarę w siebie. Mimo strachu wierzyli, że uda im się zdobyć najwyższy szczyt świata. Mimo dokuczających im warunków atmosferycznych nie poddali się. Dla niektórych była to ostatnia podróż, a dla innych wspomnienia które zostaną im na całe życie.

Ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że w górach wszystko może się zdarzyć. Możecie mieć ułożony ambitny i pewny plan, a wystarczy że w pewnym momencie rozpocznie się burza śnieżna i nic nie jesteście w stanie zrobić. Każdy z nas ma różne marzenia. Zastanawiacie się pewnie dlaczego ludzie narażają swoje życie tylko po to by na chwilę wejść na szczyt góry i zaraz z niej zejść?


Myślę, że w ten sposób chcą udowodnić wszystkim, że wystarczy chcieć a wszystko staje się możliwe. Każde marzenie da się zrealizować, trzeba tylko mocno w to wierzyć! Ale być może część z nich robi to tylko dlatego, że ma za dużo pieniędzy i chcą przeżyć przygodę życia. Nawet jeśli miałaby być ich ostatnią.

A może dla części z nich miała to być odskocznia od codziennych spraw. Przecież każdy w swoim życiu potrzebuje jakiegoś bodźca lub adrenaliny. I właśnie ta wyprawa miała im ją dać. Dla mnie Ci ludzie mieli ogromny hard ducha, odwagę i niezłomność w obliczu zagrożenia i za to należą im się największe brawa.


Pamiętajcie, że nic nie przychodzi samo z siebie. Bardzo często trzeba o coś zawalczyć by spotkać się na szczycie. Są sprawy, które wymagają ogromnych poświęceń. pytanie tylko czy warto? Ja uważam, że nie warto dążyć do celu za wszelką cenę. Warto się realizować ale należy mieć co do tego dystans i mimo wszystko liczyć się ze zdaniem bliskich.

Nie warto podejmować pochopnych i samotnych decyzji, bo lepiej mieć wokół siebie ludzi którzy pomogą i wesprą dobrym słowem. Mimo iż podziwiam himalaistów to jednak nie do końca rozumiem czemu tak bardzo narażają swoje życie. Wiem, że chcą zmotywować ludzi do działania jednak dla mnie to chyba za mało jeśli w grę wchodzi ludzkie życie.


Aczkolwiek życzę Wam abyście uparcie dążyli do realizowania swoich marzeń i wychodzili zwycięsko z niejednych opresji, ponieważ to właśnie dzięki marzeniom stajemy się silniejsi, pewniejsi siebie i w jakiś sposób wolni. Pamiętajcie jednak by zachować w tym wszystkim trzeźwość umysłu. Mam też nadzieję, że kiedyś wydarzy się w moim życiu coś co pozwoli mi zrozumieć ludzi, którzy kochają wspinać się po tak niebezpiecznych górach.

Jak powiedział jeden z alpinistów: "Ostatnie słowo zawsze należy do góry". Niestety w wielu przypadkach zacytowane słowa mają swoje uzasadnienie i pokazują swoją prawdziwość. I na tych słowach chciałabym zakończyć ten wpis.


Zdjęcia pochodzą z kadrów z filmu. :)




środa, 17 stycznia 2018

Czy Święta Bożego Narodzenia to już przeżytek?

W 2016 roku opisywałam wam jak mniej więcej wyglądają nasze rodzinne święta. Natomiast w tym roku chciałabym podzielić się z wami moją pewną osobistą refleksją na temat Świąt Bożego Narodzenia. Od dobrych kilku lat nie czuję magii świąt.

Zastanawiam się czy jest to spowodowane tym, iż nie ma śniegu. Czy raczej faktem, że według mnie święta zrobiły się takie przymusowe. Coraz częściej spotykam się z tym, że ten magiczny czas obchodzony jest w nerwach, nikt nie podchodzi do tego wszystkiego na luzie tylko każdy spina się aby wszystko się udało.

Zdjęcie autorstwa Oli z bloga NatBlue :)

Podczas przygotowywania posiłków atmosfera jest napięta, gdyż każdy myśli tylko o tym aby wszystko wyszło zgodnie z planem, potrawy zostały dobrze przyrządzone i wystawione na wigilijny stół. Bo przecież musi być 12 potraw.

W przypadku kupna prezentów gwiazdkowych jest to samo. Zauważyłam, że idea obdarowywania bliskich z głębi serca odchodzi powoli w zapomnienie. Coraz częściej ludzie robią prezenty wszystkim dookoła z przymusu i tylko dlatego, aby nie poczuć się głupio czy niezręcznie.


Nawet jak kupujemy prezenty z radością to zazwyczaj pytamy wprost daną osobę co chciałaby dostać. Dlatego otwierając prezenty nie ma już tego "wow". A przecież kiedyś było inaczej, żeby dowiedzieć się co obdarowana osoba chciałaby dostać ale jednocześnie by ona się nie dowiedziała trzeba było prosić by ktoś obcy ją o to podpytał lub samemu bawić się w podchody.

Natomiast teraz doszło do tego, iż sami kupujemy sobie prezenty, a czasami nawet sami je sobie pakujemy. Wydawać by się mogło, że to dobrze bo przynajmniej nie strzelimy jakiejś "gafy". Ale kiedyś jak się strzeliło takową "gafę" to chociaż można było się z tego śmiać przez najbliższe lata, no i było co wspominać jakby nie patrzył.


Photo by NatBlue :*

Pamiętam jak kiedyś prababcia opowiadała mi o rodzinnych świętach pełnych magii. Nie było to tylko tradycyjne 12 potraw ale także liczne zabawy. Uwielbiam wspominać jak kilka lat temu w naszym rodzinnym domu ubierało się wspólnie choinkę, a mama kładła sianko pod obrus. Była też taka zabawa, że kto znajdzie pieniążek ukryty w sianie pod obrusem to będzie miał szczęście.

Był to czas kiedy to zjeżdżała się większa część rodziny, a więc każdy chciał spędzić ze sobą jak najwięcej czasu nadrabiając rozmowy. Brakuje mi także tradycji, kiedy to cała rodzina siadała razem i przy akompaniamencie muzycznym śpiewała kolędy. A Wigilię zaczynało się od wyczekiwania na Pierwszą Gwiazdkę, która jest symbolem Gwiazdy Betlejemskiej.


Zdjęcie zrobione przez NatBlue <3

Mam też wrażenie, że podczas dzielenia się opłatkiem nie jesteśmy do końca ze sobą szczerzy. Czasami życzymy sobie "dobrze" na siłę, bo przecież święta to czas wybaczania i trzeba się pogodzić nawet jak nie mamy na to ochoty. Jedyne co zostało z tradycji to dodatkowe naczynie dla niespodziewanego gościa.

Święta kojarzyły mi się z miłą atmosferą lecz coraz częściej po wigilii siadamy przed komputery, a w niektórych przypadkach to nawet przy stole wigilijnym siedzimy z nosami w telefonach. Nawet na słynną Pasterkę, kiedyś chodziło się z przyjemnością, a teraz po prostu nam się nie chce. Dlaczego tak się dzieje to nie wiem, ale chyba sami widzicie iż teraźniejsze święta w niczym nie przypominają tych magicznych chwil sprzed 10 lat.


Czyżbyśmy byli znudzeni już tym okresem, który co roku wygląda tak samo? A może ta tradycja stała się już przeżytkiem?

Ja wyraziłam własne zdanie, natomiast każdy z nas może mieć inne. Dlatego dajcie znać w komentarzach jaka jest Wasza opinia na ten temat? Napiszcie też co byście zmienili w tych Świętach.

Witam was w Nowym Roku! Buziaki. :*

środa, 3 stycznia 2018

Dokąd zmierza to życie? Czyli refleksje młodej matki.

Czy wy też mieliście w swoim życiu taki moment kiedy zastanawialiście się dokąd to wasze życie zmierza? Ja właśnie jestem na takim etapie. W czasach gdy uganiamy się za pracą i lepszym życiem nie dostrzegamy tego co jest wokół nas. Nagle to co kiedyś sprawiało nam radość, teraz daje mocno w kość.

Mimo, że kocham jesień to dla mnie najgorszym takim miesiącem był październik ubiegłego roku. Właśnie wtedy dostałam porządnego kopa w tyłek i to od osób, które uważałam za bliskie. Mimo tego, iż próbuje pokazać jaka to ja jestem "twarda" to jednak w jakiś sposób mnie to dotyka. Nikt przecież nie ma serca z kamienia.



Dodatkowo dobija mnie fakt, że mieszkam w obcym mieście gdzie nie znam praktycznie nikogo. A koleżanki, które miały być "na dobre i złe" założyły swoje rodziny i na nic nie mają czasu. Nie mam im tego za złe. Lecz mimo wszystko nie jest mi łatwo. Co więcej siedząc codziennie w domu z córką i nie mając z kim chociażby poplotkować czuję się jakoś tak samotnie.

Oczywiście chodzi mi tutaj głownie o te momenty, kiedy to mój mąż jest w pracy. Coraz częściej będąc z córką na spacerze łapie się na tym, iż mocno analizuje swoje życie. I chyba powoli zaczyna docierać do mnie, że sobie nie radzę. Powoli wypadam również ze świata zwanego "internetem". Straciłam zapał do blogowania, często zdarza się, że po prostu brak mi weny. Nawet zdjęcia jakoś zbytnio mi nie wychodzą.



Chyba za szybko zostałam wepchnięta w dorosłość. A może sama się do niej pchałam. Z biegiem czasu coraz ciężej odpowiada mi się na to pytanie. Ponadto odkąd odłożyliśmy podróżowanie na jakiś czas to mam wrażenie, że stoję w miejscu. Prześladuje mnie uczucie, że nic mnie już nie czeka. Czekam i czekam, aż coś się zmieni. Podróżowanie dawało mi ogromną radość, czułam się jak w krainie czarów odkrywając coraz to wspanialsze miejsca na ziemi.



Początek listopada, kiedy to przypada dzień Wszystkich Świętych wcale mi tego wszystkiego nie ułatwił. Chciałam naprawić to co zniszczyła moja rodzina. Lecz niestety, w niektórych przypadkach jest już za późno. Właśnie w ten dzień po raz pierwszy od kilku lat odwiedziłam groby swoich bliskich. 

Wtedy kiedy między mną, a moją mamą było jeszcze dobrze to robiłam to z nią. Teraz robiłam to zupełnie sama. Co prawda był ze mną mój mąż i babcia ale to już nie było to samo. Kolejny rok z rzędu nie udało mi się wybrać na groby bliskich nocą. A szkoda bo uwielbiałam ten widok roziskrzonych świec. 




Cieszę się więc, że mój mąż ma w swoich rodzicach takie wsparcie czego ja nie mogę powiedzieć o swoich. Jednak wtedy dotarło do mnie jak relacje międzyludzkie są kruche. Wystarczy źle wypowiedziane słowo lub niedokończone sprawy by do końca życia wypominać sobie, że przecież można było zrobić coś więcej.

Z biegiem lat dostrzegam jak bardzo oddaliłam się od tego co znałam. Chyba zwyczajnie pogubiłam się w tym co jest dla mnie ważne, a może po prostu tradycyjnie za mocno to wszystko przeżywam. Niby wiem, że wszystkich nie da się zadowolić ale wolałabym żyć ze wszystkimi w zgodzie a niżeli w kłótni. Może za szybko chciałam być dorosła, a co jeśli za dużo oczekuje od życia? Chyba, że to tylko ta jesienna aura tak na mnie działa. Sama już nie wiem.




Wiem także jak ważna w moim życiu jest obecność osób, które kocham. Mowa tutaj o moim mężu, córeczce i rodzinie która mi pozostała. To właśnie Arka rodzicie dali mi poczucie, że mam na kogo liczyć. Kiedy trzeba potrafią postawić mnie do pionu ale też i wysłuchać oraz pocieszyć.

A jedyne osoby, które sprawiają, że jeszcze się uśmiecham to ukochany mąż i córeczka. To właśnie oni swoim uśmiechem rozjaśniają mi każdy dzień. Ale co w momencie gdy nawet  to przestanie pomagać? Nawet nie chce o tym myśleć więc szukam jakiegoś bodźca, który pozwoli mi się otrząsnąć z tych ponurych myśli. Macie może na to jakieś sprawdzone sposoby?


wtorek, 19 grudnia 2017

Personalizowana Mapa Polski - idealny prezent pod choinkę i nie tylko.

Osoby, które obserwują mnie na blogu czy moich social mediach wiedzą, że razem z mężem uwielbiam podróżować. Dlatego też dziś przychodzę do was z recenzją bardzo fajnej mapy Polski. Mapa sprawdzi się nie tylko jako prezent pod choinkę, ale także na urodziny czy inną ważną rocznice. Tak samo jak jestem pewna, iż owa niespodzianka ucieszy nie tylko zagorzałych podróżników ale też osoby które nieznacznie interesują się podróżami.

Mapę otrzymaliśmy od firmy MyGiftDna. Jest to firma, która w swojej ofercie posiada personalizowane prezenty dla każdego i na każdą okazję. Od jakiegoś czasu poszukiwaliśmy z mężem takowej mapy aby pinezkami zaznaczać na niej miejsca w których byliśmy. Oznaczenie tych miejsc to dla nas forma wspomnień.


Dlatego tym bardziej ucieszyliśmy się z faktu, iż trafiła ona w nasze ręce. W przyszłości planujemy też zwiedzać świat, więc już upatrzyliśmy sobie w tym sklepie takową mapę świata. Ale przejdźmy może do recenzji tego produktu.

Mapa została wydrukowana na specjalnej piance, dzięki czemu pinezkami możemy przyczepiać symbole miejsc w których byliśmy, a także miejsc, do których planujemy wyjechać. Można też przypinać do niej zdjęcia lub drobne pamiątki np. pocztówki. Dzięki takiemu wzbogaceniu mapa stanie się naszym osobistym, oryginalnym pamiętnikiem.

Dodatkowo jest ona umieszczona w eleganckiej drewnianej ramce w kolorze ciemnego brązu. Wymiary mapy to 50x70 cm. Natomiast pianka jest grubości 5mm. W kartonie, w którym przyszła mapa znaleźliśmy jeszcze 100 kolorowych pinesek do zaznaczania miejsc bądź zdjęć na mapie oraz czarny marker. Tym że markerem możemy opisać naszą mapę dodając tytuł w górnej jej części, a w dolnej dedykację, opis lub cytat.





Jeśli chodzi o kolor mapy to jest ona w stonowanych odcieniach beżu i oliwki. Znajdują się na niej nazwy większych miast jak i tych mniejszych. Aczkolwiek ja byłabym za tym by mapa była bardziej szczegółowa. Zaznaczone są na niej także rzeki oraz państwa z jakimi graniczy Polska.

Z tyłu mapy znajdziemy zaczepy więc spokojnie można powiesić ją na ścianie. Zaczepy są tak ustawione by można było powiesić ją pionowo jak i poziomo. W lewym dolnym rogu znajduje się legenda. Znajdziecie tam pozycje: dom, odwiedzone, planowane i wymarzone. Obok przyczepiacie pinezkę w wybranym kolorze. Później pinezki danego koloru wczepiacie w wybrane miejsca na mapie.





Paczka była bardzo dobrze zabezpieczona. Czas realizacji również nie był długi. Według mnie mapa warta jest swojej ceny. Ja i mój mąż jesteśmy zadowoleni z jakości, jak i tego, że została ona solidnie wykonana. Jeśli chodzi o obsługę to była ona bardzo pomocna. Łatwo można było się skontaktować ze sklepem. Dlatego chcielibyśmy z czystym sumieniem polecić wam ten produkt jak i sklep.


Dodam jeszcze tylko iż na kanale mojego męża na YouTube pojawił się filmik z unboxingu tej że paczki. Jeśli jesteście ciekawi jak ona wygląda na żywo oraz jak była zapakowana to serdecznie zapraszam(klik). My jeszcze naszej mapy niestety nie spersonalizowaliśmy. Zrobimy to na spokojnie w czasie świąt. Po za tym nagramy filmik, który później wam pokażemy.

Dla osób, które lubią fajne personalizowane gadżety mam kod rabatowy. Wystarczy, że wejdziecie na stronę http://mygiftdna.pl/ i przy zamówieniu wpiszecie: blog17 a otrzymacie 10% rabatu na cały asortyment. Kod ważny jest tylko przez 2 tygodnie.

Instagram @caly_swiat_patrzy

Etykiety

aktywne spędzanie czasu z rodziną amfiteatr beautiful bialko blog Boże Narodzenie choinka ciąża communication competitions couple drzewa duchy dziwne przeczucia early spring expedition fajerwerki family family time familytime fit fit girl fit summer challenge forest fotograf fotografia friends friends time gardens of light good time gotowanie hemofobia husband husband and wife igła interpersonal communication kajapieńkos kampania karmelowe cukierki komunikacja komunikacja interpersonalna konkursy krew królewski ogród świateł książki kwiecień la playa las leaves lifestyle lights liście Łazienki Królewskie Małżeństwo mąż i żona miasto olsztyn miłość miłość wszędzie miś szumiś Muzeum Romantyzmu nagrody natural mojo Nieborów Nowy Rok ogród chiński ogród królewski ogród modernistyczny ogród romantyczny ogród świateł ogród w Arkadii Olsztyn omdlenia po pobraniu krwi Opinogóra palace palace gardens pałacyk Park pasje pieńkos pobieranie krwi podróże poland polska pralinka pregnant prezenty Przasnysz przyjaciel przyjaźń realne sny rodzina rodzinna niedziela rodzinna wycieczka rodzinne święta romantyczny spacer rozdział rozmowa rozrywka ruiny sennik sesja świąteczna siostry siostry bukowskie sny spacery spectacular stolica strach strzykawka sweet Sylwester świąteczny klimat święta święto zakochanych toast together trees trening trip tulipany TVN ubiór dziecka Uk UnitedKingdom urodziny valentines day Walentynki warmia warsaw Warszawa warsztaty wczesna wiosna werther's original wiara w duchy Wielka Brytania wielki finał Wigilia Wilanów wolny czas workshops wpis wróżki wycieczka Wyjście na dwór wyprawa Zjawiska paranormalne znaczenie snu Zygmunt Krasiński