środa, 3 kwietnia 2019

Cholestaza ciężarnych - moja osobista historia...

Już po pierwszej ciąży chciałam podzielić się z Wami moją historią odnośnie choroby, która występuje u mnie podczas jej trwania. Jednakże córka w 100% pochłaniała mój czas, a dodatkowo jakoś straciłam zapał do pisania bloga i zawsze było coś ważniejszego. Dziś będąc w drugiej ciąży i wiedząc iż choroba do mnie wróciła, a niestety nadal bardzo mało kobiet o niej wie postanowiłam zmotywować się i w końcu napisać dla Was owy post.

Zacznę może od tego, iż cholestaza mimo posuwającej się do przodu medycyny nadal nie jest powszechnie znaną chorobą i wiele kobiet zupełnie nie ma o niej pojęcia. Co więcej, mam wrażenie że dużo lekarzy również ma braki z zakresu wiedzy o niej. :( Post w dużej mierze powstaje również po to by wiele kobiet przestrzec i uczulić na to by w ciąży wykonywały jak najwięcej badań.

Co to jest ta cała CHOLESTAZA CIĘŻARNYCH?

Cholestaza Ciężarnych - to nic innego jak niebezpieczna dla płodu choroba wątroby. Zazwyczaj objawia się uporczywym swędzeniem stóp i dłoni, jednakże z czasem może swędzieć was cała skóra. W Polsce dotyka ona około 4% kobiet w ciąży. Zazwyczaj występuje w ostatnich miesiącach przed rozwiązaniem(ok. 30 tydzień ciąży) ale może także występować po 20 tygodniu. Jest to choroba, którą można dziedziczyć lub po prostu bezpośrednia przyczyna choroby może być związana z działaniem hormonów płciowych: estrogenów i progesteronu. Ich stężenie jest największe w III trymestrze wtedy własnie może okazać się, że wątroba jest zbyt słaba aby sobie z nimi radzić. Dochodzi wtedy wówczas do wewnątrz wątrobowego zastoju żółci.(źródło)


Moja Historia...


W pierwszej ciąży o cholestazie dowiedziałam się niestety bardzo późno. Jeszcze wtedy chodziłam do lekarki na kasę chorych i to w nowym miejscu zamieszkania, więc tak naprawdę poszłam do pierwszej lepszej, która akurat przyjmowała w poradni. O tej chorobie nie miałam zielonego pojęcia i jakoś nie przyszło mi do głowy aby sprawdzić w internecie co to w ogóle jest. A napomknęła mi o niej moja babcia, ale też nie powiedziała jak ją rozpoznać. 

Idąc więc do lekarki zaraz na pierwszej wizycie poinformowałam ją, iż taka choroba występuje w mojej rodzinie od pokoleń. Na co usłyszałam, że jak dobrze się czuje to nie mam żadnej cholestazy. Lekarka nawet nie próbowała wyjaśnić mi co to takiego. Posłuchałam się, ponieważ kompletnie nie znam się na tym, a przecież ona jest lekarzem więc wie co mówi. Niestety myliłam się. A ona wszystko zbagatelizowała.


Skóra zaczęła swędzieć mnie jakoś po 25 tygodniu ciąży. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Najpierw uznałam, że brzuch mi się rozciąga i skóra uelastycznia, więc pewnie to jest przyczyną. Później uznałam, że może mam uczulenie na jakiś płyn do kąpieli albo do prania. Jednakże z tygodnia na tydzień skóra swędziała mnie tak, że nie mogłam przestać się drapać. Robiłam to dotąd aż miałam rany a nawet niekiedy leciała z nich krew. 

Uznaliśmy, iż coś jest nie tak i natychmiast pojechaliśmy do lekarza. Niestety okazało się, iż moja doktor obecnie przebywała na urlopie i jest za nią zastępstwo. Lekarz na zastępstwie nie dał mi żadnego skierowania na badania tylko po prostu przepisał witaminę K. Wróciłam więc do domu i byłam zmuszona czekać aż doktor wróci z urlopu. To były dni pełne wyczekiwania, drapania, płaczu i bólu. W między czasie mój obecny mąż smarował mi ciało zimnym kremem Nivea co na jakiś czas dawało ukojenie.


Byłam tak przerażona i wykończona, iż nadal nie przyszło mi do głowy aby sprawdzić w Google co to za choroba. Niestety gdy doktor wróciła było już za późno. Od razu zostałam skierowana na oddział do szpitala. Tam pobrali mi krew do badań i moje wcześniejsze obawy się potwierdziły, usłyszałam iż to właśnie ta choroba o której wspominała mi babcia. Od razu na start dostałam leki oraz 4 kroplówki na tak zwane "przepłukanie organizmu." Potem następnego dnia znów dostałam 4 kolejne kroplówki. Nic kompletnie już na mnie nie działało, więc postanowili przewieźć mnie do szpitala w Ostrołęce. 

Z płaczem zadzwoniłam do Arka i powiedziałam co się dzieje. Dzień przed wyjazdem pielęgniarki zrobiły mi w nocy zastrzyk w pośladek i drugi zastrzyk rano przed samym odjazdem. Okazało się, iż te zastrzyki to nic innego jak sterydy. Podaje się je w przypadku wcześniejszego porodu aby wspomóc rozwój płuc dziecka.

W Ostrołęce zaczęła się walka z czasem. Dostałam kolejne porcje leków, kroplówek oraz jak nic już nie pomagało podłączyli mnie do pompy która podawała mi dożylnie magnez przez 8 lub 12 godzin.(Teraz nie pamiętam tak dokładnie) Gdy dostawałam ten magnez od momentu jego podłączenia aż do skończenia pielęgniarki pobierały mi krew co 2 godziny. 

Nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak ja wyglądałam. Arek był przerażony. Żyły odmawiały mi już posłuszeństwa, a pielęgniarki pobierając mi krew płakały razem ze mną bo wiedziały jak bardzo jestem wykończona i jak strasznie mnie to boli. I tak leżałam na oddziale prawie miesiąc. W końcu wyniki skoczyły mi tak, iż musieli rozwiązać mi ciążę w 34/35 tygodniu ciąży poprzez cesarskie cięcie.

Znów był płacz i strach bo nie wiedziałam co dalej będzie. Na szczęście mój mąż zdążył przyjechać. O samym cesarskim cięciu stworzę niedługo osobny wpis. Także na tym zakończę swoją historię.


Jakie wykonać badania?


Cholestazę rozpoznaje się na podstawie stężenia KWASÓW ŻÓŁCIOWYCH. To właśnie te badania powinniście mieć w pierwszej kolejności zrobione. Dodatkowo zbadane powinny zostać enzymy wątrobowe, ale najważniejsze są właśnie kwasy żółciowe. Podwyższenie stężenia kwasów żółciowych oraz niżej wymienionych enzymów sygnalizuje poważne uszkodzenie wątroby, mogące świadczyć o chorobie.


  • ASPAT - norma 5-38 U/L
  • ALAT - norma 5-40 U/L
  • Bilirubina całkowita - norma 0,20-20 mg/dl
  • Fosfataza alkaliczna(ALP, FALK, FAL) - norma 20-70 U/L
Dlaczego najważniejsze są tutaj kwasy żółciowe?  Z kilku powodów:

  1. Enzymy wątrobowe(ast,alt) będą podwyższone tylko u 60% kobiet z cholestazą ciężarnych, prawie połowa będzie miała te wartości w normie.
  2. Jeśli chodzi o zagrożenie dla dziecka to właśnie kwasy żółciowe są wyznacznikiem. To one dostają się przez łożysko i według wielu badań to one są odpowiedzialne za powikłania.(źródło)

Powikłania spowodowane nie leczeniem cholestazy to:
  • wewnątrzmaciczna śmierć dziecka(ryzyko ok. 2%)
  • poród przedwczesny
  • przedwczesne oddanie smółki
  • zaburzenia wchłaniania witaminy K
  • krwotoki zarówno ze strony mamy jak i noworodka (źródło)

Leczenie tejże choroby polega na przyjmowaniu leków sterydowych oraz kroplówek z glukozą i witaminą C. Dlatego też niezbędny jest pobyt w szpitalu i zazwyczaj trwa on aż do rozwiązania. W szpitalu na bieżąco kontrolowane są funkcje wątroby(pobierana jest krew). Najważniejsza w tym wszystkim jest obserwacja stanu dziecka. Regularnie wykonuje się KTG, USG oraz zaleca się liczenie ruchów dziecka. Zalecana jest również dieta lekkostrawna.

Zazwyczaj ciążę z tą chorobą kończy się tuż po skończonym 37 tygodniu ciąży, jednak wszystko zależy od wyników oraz od stanu zdrowia mamy i dziecka. Nie jest ona wskazaniem do cięcia cesarskiego. Podobno poród naturalny jest szybszy i mniej bolesny. Co najważniejsze świąd skóry mija zazwyczaj 1 lub 2 dnia po porodzie.(ja osobiście po cesarce już nie czułam świądu). Niestety u 90% kobiet cholestaza powraca w kolejnej ciąży(u mnie właśnie tak się dzieje). Dodatkowo napiszę również, iż z powodu cholestazy nie możliwe jest stosowanie antykoncepcji hormonalnej dwuskładnikowej.


W ciąży skóra nam się rozciąga co również powoduje swędzenie lub po prostu na większość produktów jesteśmy uczulone. Dlatego zazwyczaj kobiety nie przypisują tego cholestazie. A nawet niektóre z nich po prostu sobie to olewają uważając, że użyły złego płynu do kąpieli. Nie należy panikować ale pamiętać, iż świądu w ciąży ani żadnych innych niepokojących objawów nie należy bagatelizować!

Post powstał po to aby przybliżyć Wam tę chorobę. W żaden sposób nie chciałam was wystraszyć. Mam nadzieje, iż więcej kobiet dowie się o tej paskudnej i uporczywej chorobie. Właśnie dzięki niej swoją pierwszą ciążę wspominam jako traumę. Dobrze, że w tej ciąży jest dużo lepiej aczkolwiek również leże w szpitalu już prawie 2 tygodnie i czekam już tylko aż kwasy skoczą i lekarze podejmą decyzję o rozwiązaniu. Trzymajcie się ciepło. Buziaki! :*

czwartek, 20 grudnia 2018

Piękne loki każdego dnia? Z automatyczną lokówką Philips jest to możliwe.


Hej, dawno mnie tutaj nie było ale powoli wracam do Was z nowymi postami. Mam również nadzieję, iż dzisiejszy wpis będzie świąteczną inspiracją aby zrobić przyjemność swojej ukochanej, siostrze a może przyjaciółce. Zapraszam serdecznie do lektury. :)

Od podstawówki marzyłam o pięknych, długich włosach. Jeszcze lepiej byłoby wtedy gdybym miała naturalne loki. Niestety natura obdarzyła mnie prostymi włosami. Zawsze kiedy chciałam mieć namiastkę kręconych włosów to wieczorem myłam włosy, czesałam je i plotłam w warkoczyki. Tak szłam spać. Rano kiedy rozplątywałam warkocze miałam piękne kręcone włosy.

Uwielbiałam je. Z czasem gdy zaczęłam chodzić do gimnazjum kupiłam swoją pierwszą prostownicę. Wtedy koleżanka nauczyła mnie robić sobie loki za jej pomocą. Niestety prostownica popaliła mi włosy, dodatkowo trochę trzeba było się przy tym namęczyć, czasem nawet poparzyć palce oraz skórę głowy a i tak po kilku godzinach zamiast pięknych loków miałam tak zwane siano zamiast włosów.

Na szczęście udało mi się uratować moje włosy za sprawą odżywek i masek. Wtedy też postanowiłam, iż nigdy więcej nie będę robiła loków prostownicą. Kilka miesięcy temu dowiedziałam się o automatycznej lokówce marki Philips z serii MoistureProtect. W sumie to oglądając reklamy nie spodziewałam się jakiś cudów.




Myślałam, iż jest to kolejny produkt o którym wszyscy wypowiadają się z zachwytem, a w rzeczywistości jest inaczej. Kilka tygodni temu lokówka dotarła do mnie i szczerze powiedziawszy jestem nią mile zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego dobrego efektu jaki otrzymałam.

Pierwszą fryzurę zrobiłam kilka dni po otrzymaniu produktu i to przed spaniem. Dacie wiarę, że fryzura trzymała mi się kilka godzin po zrobieniu oraz wytrzymała do dnia następnego mimo snu? Może nie były to takie loki jak na początku stylizacji ale za to zostały mi przepiękne fale. <3 Byłam po prostu w szoku. Myślałam, że po dwóch godzinach po lokach nie będzie ani śladu a tu taka niespodzianka.

Tydzień później powtórzyłam test i znów moje zaskoczenie nie miało granic. Wtedy uświadomiłam sobie, iż stylizowanie włosów nie musi być wcale trudne i męczące. Wystarczy tylko zakup dobrego sprzętu. Po każdej stylizacji moje włosy mimo wysokiej temperatury są piękne, lśniące, gładkie a przede wszystkim nie popalone.

Moje włosy przed i po pierwszej stylizacji. :)



Włosy po kolejnej stylizacji :)


Lokówka posiada powłokę ceramiczną z keratyną, która zapewnia lepszą pielęgnację włosów. Ma ona również jonizację, dzięki której nasze włosy są lśniące i gładkie. Dzięki ustawieniom temperatury, kierunku kręcenia włosów oraz ustawieniom czasu kręcenia możemy wykonać aż 27 stylizacji aby dostosować je do swoich wymagań.

Co to takiego ta technologia MoistureProtect? - to nic innego jak kontrola i dostosowanie temperatury do potrzeb włosów. Chroni ona również nasze włosy przed przegrzaniem. Co jest dodatkowym atutem.









Plusy:

- Nie pali włosów
- Nie parzy w dłonie
- Bardzo szybko robi się loki
- Można wybrać, w którą stronę mają być zakręcone loki
- Sami ustawiamy temperaturę i czas zakęcania
- Wygląd

Minusy:

- Głośny efekt dźwiękowy, który uświadamia nas iż włosy zostały już zakręcone
- Jest trochę ciężka
- Cena


Dane techniczne: 

  • Temperatura stylizacji 170°C - 190°C - 210°C
  • 3 kierunki kręcenia włosów - w prawo, na przemian, w lewo
  • Ustawienia czasu 8s - 10s - 12s
  • Czas nagrzewania 30s
  • Napięcie Uniwersalny V
  • Długość przewodu 2m
  • Gwarancja 2 lata
Właściwości:

* Automatyczne obracanie się
* kierunki obrotu
* powłoka ceramiczna z keratyną
* automatyczne wyłączenie po 60min
* obrotowy kabel
* ucho do zawieszania 

Dane techniczne jak i właściwości pochodzą z oficjalnego źródła. (Źródło: www.philips.pl)

Do zestawu dołączona jest instrukcja obsługi, karta gwarancyjna, akcesorium do czyszczenia wałka oraz przyrząd do rozdzielania pasm włosów.



Poniżej znajdziecie listę sklepów gdzie możecie kupić ją online:

** Oficjalny sklep Philips (link)

** MediaMarkt (bezpośredni link)

** Mediaexpert (Link)

** RTVEUROAGD (link)

** Komputronik (link)


Myślę, iż jest to idealny prezent nie tylko na święta, gdyż przy każdej okazji obdarowana nią kobieta z pewnością będzie zachwycona. Z czystym sumieniem mogę polecić ją każdej kobiecie. Ja jestem nią zachwycona! <3



Koniecznie dajcie znać w komentarzu co jeszcze chcielibyście wiedzieć o tym sprzęcie. Co myślicie o tym urządzeniu? Znacie je? A może któraś z was ma i używa? Będę bardzo wdzięczna za opinię a tymczasem życzę zdrowych i pogodnych świąt! Buziaki :*






czwartek, 20 września 2018

Owoce zdrowe na wszystko - moje koktajlowe wariacje.

Uwielbiam owoce, i właśnie za to kocham lato, ponieważ w sklepach jest tyle owoców i w dodatku taki wybór że głowa mała. Przypominają mi one smaki dzieciństwa, które spędzałam u dziadka na wsi. Uwielbiałam tam jeździć aby odetchnąć świeżym powietrzem. Zawsze z bratem byliśmy niezwykłymi podjadaczami dobroci, które znajdowały się w ogródku mojego dziadka.

Pamiętam te wszystkie słodkie i soczyste maliny, winogrona czerwone jak i te białe. Nawet czarna i czerwona porzeczka się tam znalazły, jednak najbardziej lubiłam orzechy laskowe. Nie wyobrażacie sobie nawet jaki był płacz gdy pewnego dnia pojechaliśmy do dziadka, a tam drzewa laskowe zastąpiły jakieś brzydko wyglądające tuje. :(

Kochani szanujmy owoce. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego ile z nich wyrzucanych jest do kosza. Najczęściej wyrzucane są takie, których została na przykład ostatnia sztuka lub takie które są przebrzmiałe bo nikt ich wtedy kupować nie chce. Wyglądają mało apetycznie to fakt ale uwierzcie mi, że da się je jeszcze do czegoś wykorzystać.

Przyznam się bez bicia, iż u mnie w domu też owoce były wyrzucane. Zazwyczaj dlatego, iż tych zebranych z ogrodu po prostu nie zdążyliśmy zjeść lub przetworzyć. Dlatego też pewnego dnia postanowiłam robić z nich zdrowe smoothie lub koktajle.

Zazwyczaj jest tak, że wybieram takie owoce, które widzę że już długo nie poleżą i własnie z nich robię koktajl. Zdarzało się też, iż dokupowałam kilka owoców w sklepie by urozmaicić koktajle i nie pić ciągle tych samych. W internecie znajdziecie mnóstwo świetnych przepisów. Ja też chciałabym podzielić się z wami moimi przepisami, które sprawdziłam i cała moja rodzina piła ze smakiem. :)

Do zrobienia koktajli używam blendera, jednak zastanawiamy się z mężem nad kupnem sokowirówki. Chcielibyśmy pić zdrowe i pożywne soki. Powiem wam, że najbardziej cieszy mnie fakt, iż mojej córce bardzo smoothie smakuje i pije je z ochotą.

Lato latem ale ja chyba najbardziej lubię pić koktajle jesienią lub wczesną wiosną. Wtedy najbardziej szwankuje nam odporność i należałoby ją jakoś wzmocnić. Dodatkowo spożywając takie napoje ze świeżych owoców dostarczacie do organizmu dużo cennych i zdrowych witamin. To jak chcecie poznać kilka ciekawych przepisów? W takim razie lecimy! :)


1. Koktajl truskawkowo - jabłkowy.

- truskawki
- 1 jabłko
- jogurt naturalny

Jabłka obrać ze skóry i wyjąć z nich nasiona oraz pokroić w kostkę. Truskawki oddzielić od szypułek oraz przekroić na pół. Następnie dodać jogurt naturalny. Wszystko razem zblendować. Przelać do szklanek i ozdobić wedle uznania.


2. Koktajl z ciemnych winogron i jabłek z dodatkiem jogurtu naturalnego.

- 120g ciemnych winogron
- 1 jabłko
- 150g jogurtu naturalnego

Jabłka obrać ze skóry i wyjąć z nich nasiona oraz pokroić w kostkę. Winogrona przekroić na pół i wyjąć z nich pestki. Następnie dodać jogurt naturalny. Wszystko razem zblendować i wlać do szklanek.


3. Żółty koktajl.

- pomarańcze
- gruszki
- jabłka
- 1/2 szklanki wody
- odrobina soku z ananasa (z puszki)

Pomarańcze kroimy na pół i obieramy ze skóry oraz wyjmujemy nasiona o ile są, później kroimy na mniejsze cząstki. Gruszki obieramy ze skóry, kroimy na pół i wyjmujemy gniazda nasienne a następnie kroimy w kostkę. To samo robimy z jabłkiem. Blendujemy, później dodajemy wodę i odrobinę soku z ananasa i ponownie blendujemy.



4. Zielone love. (źródło przepisu)

- 1 gruszka
- 1 kiwi
- natka pietruszki (ewentualnie koperek)
- sok z cytryny
- 100ml wody

Gruszki obieramy ze skóry, kroimy na pół i wyjmujemy gniazda nasienne a następnie kroimy w kostkę. Kiwi obieramy ze skóry i kroimy w kostkę. Natkę pietruszki/ koperek lekko siekamy. Nastepnie dodajemy odrobinę soku z cytryny. Wszystko razem blendujemy, na koniec dodajemy wodę i znów blendujemy. Można ozdobić tak jak na zdjęciu.



Tutaj zamiast pietruszki dodałam właśnie koperku. :)

5. Smoothie pełne fioletu. 

- 1 gruszka
- kilka ciemnych winogron

Gruszki obieramy ze skóry, kroimy na pół i wyjmujemy gniazda nasienne a następnie kroimy w kostkę. Winogrona kroimy na pół i wyjmujemy pestki. Następnie wszystko razem blendujemy.


6. Zielone smoothie. (źródło przepisu)

- 1 jabłko
- 1 kiwi
- 1,5 plasterka ananasa (z puszki)
- szklanka wody
- trochę soku z cytryny lub limonki

Jabłko obieramy ze skóry, kroimy na pół i wyjmujemy gniazda nasienne. Kiwi obieramy. Później wszystko kroimy w kostkę. Następnie dodajemy wodę i blendujemy, a na koniec dodajemy sok z cytryny lub limonki i znów blendujemy.



7. Na dobry dzień w pracy.

- 1 kiwi
- 1 gruszka
- garść białych winogron
- 1 jabłko
- 150 ml wody
- trochę soku z cytryny

Kiwi oraz gruszkę i jabłko obieramy ze skóry. Z gruszki i jabłka wyjmujemy gniazda nasienne i wszystko kroimy w kostkę. Winogrona kroimy na pół. Dodajemy do tego wodę i sok z cytryny. Następnie blendujemy.


8. Coś orzeźwiającego. (źródło przepisu)

- sok z 2 marchewek (najlepiej wycisnąć w sokowirówce)
- 1 jabłko
- duży plaster arbuza
- odrobina wody ( na oko pół szklanki może mniej)

Jabłko obieramy ze skóry, wyjmujemy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Ananasa kroimy w kostkę, natomiast w sokowirówce wyciskamy sok z marchwi. Wszystko wrzucamy do dużego naczynia, dodajemy wodę i blendujemy.



9. Na słodko.

- 8 truskawek
- 1 jabłko
- 2 spore plastry arbuza
- brzoskwinia lub nektarynka
- 100 ml wody
- 2-3 łyżeczki miodu (zależy od tego jak kwaśne są owoce)

Od truskawek odejmujemy szypułki i kroimy na pół. Jabłko obieramy, wyjmujemy gniazda nasienne. Arbuza oddzielamy od skóry i wydłubujemy pestki. Brzoskwinię/nektarynkę obieramy ze skóry i wyjmujemy ze środka pestkę. Wszystko kroimy w kostkę i wrzucamy do wysokiego naczynia. Następnie dodajemy wodę i miód oraz blendujemy (na początek dodałabym 1 łyżeczkę miodu i próbowała, jak będzie za mało to zawsze miodu można dodać).


10. Bomba witaminowa.

- 2 kiwi
- 1 banan
- 1 gruszka

Kiwi, gruszkę i banana obieramy. Z gruszki dodatkowo wyciągamy gniazda nasienne. Następnie owoce kroimy w kostkę i blendujemy.


11. Koktajl mleczny z gruszką. (źródło przepisu)

- 2 gruszki
- 1 litr mleka
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżeczka cynamonu + cynamon do ozdoby

Gruszki obieramy i wyjmujemy gniazda nasienne, kroimy w kostkę. Dodajemy pozostałe składniki i blendujemy. Cynamonem można usypać jakiś ładny wzorek na wierzchu.



12. Czerwony koloru serca. 

- truskawki
- pomarańcze
- jabłka

Truskawki oddzielamy od szypułek i kroimy na pół. Pomarańcze obieramy ze skóry i wyjmujemy pestki jeśli są. Jabłka obieramy i wyciągamy gniazda nasienne oraz kroimy w kostkę. Wszystko blendujemy.


Mam nadzieję, że przepisy przypadną wam do gustu. Jeśli zrobicie jakiś koktajl z mojego polecenia to proszę oznaczcie mnie na zdjęciu lub na instastory. :) 


Smacznego!
Życzy
Kaja 


niedziela, 1 lipca 2018

Mapa zdrapka - odkrywanie poprzez zdrapywanie. { +KONKURS zakończony! }

Bohaterką dzisiejszego wpisu będzie wspaniała Mapa Świata w formie zdrapki, tzw "Scratch Map". Jak już wam mówiłam razem z mężem uwielbiamy podróżować i zbierać gadżety związane z podróżami. Najchętniej to ciągle bylibyśmy w trasie i poznawali nowe miejsca.

Zacznijmy może od tego, że mapa którą chce wam opisać jest mapą Świata. Otrzymaliśmy ją od firmy Playprint. Owa mapa zaprojektowana została przez dwie pasjonatki podróży i designu, a mianowicie przez Annę i Emmę. Jest ona wydrukowana za pomocą farby zdrapki na grubym lakierowanym papierze. Jeśli chcemy zaznaczyć miejsce, które już odwiedziliśmy to wystarczy zdrapać pole na którym widnieje nazwa kraju w którym byliśmy.



W dotyku mapa jest śliska i przyjemna. A miejsca do zdrapania są lekko wypukłe. Cała mapa jest koloru czarnego ze złotymi dodatkami co dodatkowo dodaje jej uroku i designu. Niestety jest ona również podatna na zagniecenia, więc należy na nią uważać. My jeszcze po świecie nie jeździmy ale mam nadzieje, że ten gadżet będzie dla nas ogromną motywacją.

Co prawda oboje z mężem byliśmy w Wielkiej Brytanii, a mój mąż był dodatkowo na Cyprze. Lecz jest jeszcze tyle miejsc do odkrycia i właśnie to widać na tej mapce. Na dole mapy możemy zobaczyć największe atrakcje turystyczne wybrane z każdego zakątka świata. Gdy patrzymy na pozakrywane pola złotą zdrapką wiemy, że skrywają jakieś tajemnice. Tym bardziej chciałoby się ją zdrapać całą od razu.



Dodatkowo mapa został zapakowana w przepiękną teleskopową, a do tego stylową czarno - złotą tubę z czarnymi wieczkami. Od chwili kiedy ją rozpakowaliśmy budziła ona w nas niezmierną ciekawość. Tak wykonana mapa sama w sobie zachęca do poznania świata ale też intryguje wyglądem. Jestem pewna, że tak prezent spodoba się nie tylko podróżnikom.

Myślę, że ten gadżet sprawdzi się jako prezent dla par, dla szefa, przyjaciela, a nawet jako prezent ślubny/urodzinowy. Do mapy dołączona jest wizytówka, która znajduje się na tubie. To własnie tam możecie napisać dedykację lub ją spersonalizować.




Zaprojektowana tak by wkomponowała się w każdy wystrój wnętrza. Ucieszy nie jedno oko. Na stronie firmy można dokupić również do tej mapy stylową drewnianą ramkę. Która posiada wiele kolorów więc bez problemu można dopasować ją do różnych map. Wymiary mapy to 50x70, natomiast wymiary tuby wynoszą 55cm wysokości i 60mm średnicy.

Jeśli chodzi o paczkę to była ona bardzo dobrze zabezpieczona, ponadto czas realizacji był bardzo szybki i sprawny. Kontakt z przedstawicielem sklepu również był szybki i łatwy. Według mnie mapa warta jest swojej ceny. Ja i mój mąż jesteśmy zachwyceni, że możemy wam ją przedstawić. Jesteśmy też pod ogromnym wrażeniem jej jakości i tego że została ona solidnie wykonana.



To wszystko jeśli chodzi o mapę. Koniecznie dajcie znać czy podoba wam się mapa oraz sam pomysł jej wykonania. A może znacie jakieś inne równie fajne gadżety dotyczące podróży? Chętnie się dowiem co o tym wszystkim myślicie.

Natomiast ja mam dla was niespodziankę. A mianowicie ogłaszam konkurs w którym do wygrania będzie mapa zdrapka w wersji Premium (flagi). :)

KONKURS!

Razem z mężem mamy dla was jedną mapę do wygrania. Wystarczy, że tutaj na blogu w komentarzu napiszecie nam odpowiedź na pytanie:

"W jakie miejsce chciałabyś/chciałbyś wyjechać? Kogo zabrałabyś/zabrałbyś tam ze sobą i dlaczego?"




Konkurs trwa od 2.07.2018 do 15.07.2018

W komentarzu nie zapomnijcie napisać nam swojego imienia oraz podać e-maila. (Osoby, które nie podadzą tych danych nie będą brane pod uwagę). Ze zwycięzcą skontaktujemy się najpóźniej do 22.07.2018.

Powodzenia! :*





Instagram @caly_swiat_patrzy