środa, 3 kwietnia 2019

Cholestaza ciężarnych - moja osobista historia...

Już po pierwszej ciąży chciałam podzielić się z Wami moją historią odnośnie choroby, która występuje u mnie podczas jej trwania. Jednakże córka w 100% pochłaniała mój czas, a dodatkowo jakoś straciłam zapał do pisania bloga i zawsze było coś ważniejszego. Dziś będąc w drugiej ciąży i wiedząc iż choroba do mnie wróciła, a niestety nadal bardzo mało kobiet o niej wie postanowiłam zmotywować się i w końcu napisać dla Was owy post.

Zacznę może od tego, iż cholestaza mimo posuwającej się do przodu medycyny nadal nie jest powszechnie znaną chorobą i wiele kobiet zupełnie nie ma o niej pojęcia. Co więcej, mam wrażenie że dużo lekarzy również ma braki z zakresu wiedzy o niej. :( Post w dużej mierze powstaje również po to by wiele kobiet przestrzec i uczulić na to by w ciąży wykonywały jak najwięcej badań.

Co to jest ta cała CHOLESTAZA CIĘŻARNYCH?

Cholestaza Ciężarnych - to nic innego jak niebezpieczna dla płodu choroba wątroby. Zazwyczaj objawia się uporczywym swędzeniem stóp i dłoni, jednakże z czasem może swędzieć was cała skóra. W Polsce dotyka ona około 4% kobiet w ciąży. Zazwyczaj występuje w ostatnich miesiącach przed rozwiązaniem(ok. 30 tydzień ciąży) ale może także występować po 20 tygodniu. Jest to choroba, którą można dziedziczyć lub po prostu bezpośrednia przyczyna choroby może być związana z działaniem hormonów płciowych: estrogenów i progesteronu. Ich stężenie jest największe w III trymestrze wtedy własnie może okazać się, że wątroba jest zbyt słaba aby sobie z nimi radzić. Dochodzi wtedy wówczas do wewnątrz wątrobowego zastoju żółci.(źródło)


Moja Historia...


W pierwszej ciąży o cholestazie dowiedziałam się niestety bardzo późno. Jeszcze wtedy chodziłam do lekarki na kasę chorych i to w nowym miejscu zamieszkania, więc tak naprawdę poszłam do pierwszej lepszej, która akurat przyjmowała w poradni. O tej chorobie nie miałam zielonego pojęcia i jakoś nie przyszło mi do głowy aby sprawdzić w internecie co to w ogóle jest. A napomknęła mi o niej moja babcia, ale też nie powiedziała jak ją rozpoznać. 

Idąc więc do lekarki zaraz na pierwszej wizycie poinformowałam ją, iż taka choroba występuje w mojej rodzinie od pokoleń. Na co usłyszałam, że jak dobrze się czuje to nie mam żadnej cholestazy. Lekarka nawet nie próbowała wyjaśnić mi co to takiego. Posłuchałam się, ponieważ kompletnie nie znam się na tym, a przecież ona jest lekarzem więc wie co mówi. Niestety myliłam się. A ona wszystko zbagatelizowała.


Skóra zaczęła swędzieć mnie jakoś po 25 tygodniu ciąży. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Najpierw uznałam, że brzuch mi się rozciąga i skóra uelastycznia, więc pewnie to jest przyczyną. Później uznałam, że może mam uczulenie na jakiś płyn do kąpieli albo do prania. Jednakże z tygodnia na tydzień skóra swędziała mnie tak, że nie mogłam przestać się drapać. Robiłam to dotąd aż miałam rany a nawet niekiedy leciała z nich krew. 

Uznaliśmy, iż coś jest nie tak i natychmiast pojechaliśmy do lekarza. Niestety okazało się, iż moja doktor obecnie przebywała na urlopie i jest za nią zastępstwo. Lekarz na zastępstwie nie dał mi żadnego skierowania na badania tylko po prostu przepisał witaminę K. Wróciłam więc do domu i byłam zmuszona czekać aż doktor wróci z urlopu. To były dni pełne wyczekiwania, drapania, płaczu i bólu. W między czasie mój obecny mąż smarował mi ciało zimnym kremem Nivea co na jakiś czas dawało ukojenie.


Byłam tak przerażona i wykończona, iż nadal nie przyszło mi do głowy aby sprawdzić w Google co to za choroba. Niestety gdy doktor wróciła było już za późno. Od razu zostałam skierowana na oddział do szpitala. Tam pobrali mi krew do badań i moje wcześniejsze obawy się potwierdziły, usłyszałam iż to właśnie ta choroba o której wspominała mi babcia. Od razu na start dostałam leki oraz 4 kroplówki na tak zwane "przepłukanie organizmu." Potem następnego dnia znów dostałam 4 kolejne kroplówki. Nic kompletnie już na mnie nie działało, więc postanowili przewieźć mnie do szpitala w Ostrołęce. 

Z płaczem zadzwoniłam do Arka i powiedziałam co się dzieje. Dzień przed wyjazdem pielęgniarki zrobiły mi w nocy zastrzyk w pośladek i drugi zastrzyk rano przed samym odjazdem. Okazało się, iż te zastrzyki to nic innego jak sterydy. Podaje się je w przypadku wcześniejszego porodu aby wspomóc rozwój płuc dziecka.

W Ostrołęce zaczęła się walka z czasem. Dostałam kolejne porcje leków, kroplówek oraz jak nic już nie pomagało podłączyli mnie do pompy która podawała mi dożylnie magnez przez 8 lub 12 godzin.(Teraz nie pamiętam tak dokładnie) Gdy dostawałam ten magnez od momentu jego podłączenia aż do skończenia pielęgniarki pobierały mi krew co 2 godziny. 

Nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak ja wyglądałam. Arek był przerażony. Żyły odmawiały mi już posłuszeństwa, a pielęgniarki pobierając mi krew płakały razem ze mną bo wiedziały jak bardzo jestem wykończona i jak strasznie mnie to boli. I tak leżałam na oddziale prawie miesiąc. W końcu wyniki skoczyły mi tak, iż musieli rozwiązać mi ciążę w 34/35 tygodniu ciąży poprzez cesarskie cięcie.

Znów był płacz i strach bo nie wiedziałam co dalej będzie. Na szczęście mój mąż zdążył przyjechać. O samym cesarskim cięciu stworzę niedługo osobny wpis. Także na tym zakończę swoją historię.


Jakie wykonać badania?


Cholestazę rozpoznaje się na podstawie stężenia KWASÓW ŻÓŁCIOWYCH. To właśnie te badania powinniście mieć w pierwszej kolejności zrobione. Dodatkowo zbadane powinny zostać enzymy wątrobowe, ale najważniejsze są właśnie kwasy żółciowe. Podwyższenie stężenia kwasów żółciowych oraz niżej wymienionych enzymów sygnalizuje poważne uszkodzenie wątroby, mogące świadczyć o chorobie.


  • ASPAT - norma 5-38 U/L
  • ALAT - norma 5-40 U/L
  • Bilirubina całkowita - norma 0,20-20 mg/dl
  • Fosfataza alkaliczna(ALP, FALK, FAL) - norma 20-70 U/L
Dlaczego najważniejsze są tutaj kwasy żółciowe?  Z kilku powodów:

  1. Enzymy wątrobowe(ast,alt) będą podwyższone tylko u 60% kobiet z cholestazą ciężarnych, prawie połowa będzie miała te wartości w normie.
  2. Jeśli chodzi o zagrożenie dla dziecka to właśnie kwasy żółciowe są wyznacznikiem. To one dostają się przez łożysko i według wielu badań to one są odpowiedzialne za powikłania.(źródło)

Powikłania spowodowane nie leczeniem cholestazy to:
  • wewnątrzmaciczna śmierć dziecka(ryzyko ok. 2%)
  • poród przedwczesny
  • przedwczesne oddanie smółki
  • zaburzenia wchłaniania witaminy K
  • krwotoki zarówno ze strony mamy jak i noworodka (źródło)

Leczenie tejże choroby polega na przyjmowaniu leków sterydowych oraz kroplówek z glukozą i witaminą C. Dlatego też niezbędny jest pobyt w szpitalu i zazwyczaj trwa on aż do rozwiązania. W szpitalu na bieżąco kontrolowane są funkcje wątroby(pobierana jest krew). Najważniejsza w tym wszystkim jest obserwacja stanu dziecka. Regularnie wykonuje się KTG, USG oraz zaleca się liczenie ruchów dziecka. Zalecana jest również dieta lekkostrawna.

Zazwyczaj ciążę z tą chorobą kończy się tuż po skończonym 37 tygodniu ciąży, jednak wszystko zależy od wyników oraz od stanu zdrowia mamy i dziecka. Nie jest ona wskazaniem do cięcia cesarskiego. Podobno poród naturalny jest szybszy i mniej bolesny. Co najważniejsze świąd skóry mija zazwyczaj 1 lub 2 dnia po porodzie.(ja osobiście po cesarce już nie czułam świądu). Niestety u 90% kobiet cholestaza powraca w kolejnej ciąży(u mnie właśnie tak się dzieje). Dodatkowo napiszę również, iż z powodu cholestazy nie możliwe jest stosowanie antykoncepcji hormonalnej dwuskładnikowej.


W ciąży skóra nam się rozciąga co również powoduje swędzenie lub po prostu na większość produktów jesteśmy uczulone. Dlatego zazwyczaj kobiety nie przypisują tego cholestazie. A nawet niektóre z nich po prostu sobie to olewają uważając, że użyły złego płynu do kąpieli. Nie należy panikować ale pamiętać, iż świądu w ciąży ani żadnych innych niepokojących objawów nie należy bagatelizować!

Post powstał po to aby przybliżyć Wam tę chorobę. W żaden sposób nie chciałam was wystraszyć. Mam nadzieje, iż więcej kobiet dowie się o tej paskudnej i uporczywej chorobie. Właśnie dzięki niej swoją pierwszą ciążę wspominam jako traumę. Dobrze, że w tej ciąży jest dużo lepiej aczkolwiek również leże w szpitalu już prawie 2 tygodnie i czekam już tylko aż kwasy skoczą i lekarze podejmą decyzję o rozwiązaniu. Trzymajcie się ciepło. Buziaki! :*

1 komentarz:

  1. Nawet nie wyobrażam sobie co musiałaś i musisz przechodzić :(. To straszne gdzie nie wiesz co dzieje się z Tobą i z Twoim dzieckiem i nie wiesz co dalej. Życzę wytrwałości i zdrówka dla Ciebie i maleństwa bo to głównie Ono jest najważniejsze. Widzę, że tematyka Twojego bloga jest mi dość bliska. Sama nie dawno zostałam mamą. Obiecuję że będę do Ciebie zaglądać :) również zapraszam i do mnie :) https://gdziejestsmoczek.blogspot.com/2019/04/nie-jestem-ideaem-cz-2.html?m=1

    OdpowiedzUsuń

Instagram @caly_swiat_patrzy