piątek, 17 listopada 2017

Światowy Dzień Wcześniaka - mali bohaterowie z ogromnymi serduszkami.

Dziś wcześniaki obchodzą swoje święto. Moja córeczka też jest wcześniakiem. Urodziła się między 34 a 35 tygodniem ciąży. A to tylko dlatego, iż wystąpiła u mnie cholestaza ciężarnych. Niestety mimo podanych leków wyniki moich badań nie poprawiały się, chociaż ja czułam się bardzo dobrze. Dlatego też lekarze podjęli decyzję o wykonaniu cesarskiego cięcia.


O tym co to za choroba i jak się objawia napiszę wam oddzielny post, gdyż ten chciałabym całkowicie poświęcić małym bohaterom. Lilianna bo tak ma na imię moja córeczka urodziła się 30 sierpnia poprzez CC o godzinie 21.07. Bardzo bałam się operacji tym bardziej, że była to moja pierwsza ciąża i nie wiedziałam co mnie czeka. A przede wszystkim najbardziej bałam się tego, że mój maluszek nie da sobie rady.


Okazało się, że za bardzo się przejmuje. Przecież obie byłyśmy w bardzo dobrych rękach. Córcia dostała aż 10 punktów w skali Apgar*. Ważyła jedynie 2350 gram oraz mierzyła 49 cm. Na szczęście u nas obyło się bez naświetlania, ponieważ mała była w pełni zdrowa. Przyznam szczerze, że nawet lekarze byli w lekkim szoku.


Skala Apgar - skala używana w medycynie w celu określenia stanu noworodka zaraz po porodzie w 1, 5 i 15 minucie życia. Dziecko minimalnie może dostać 0, a maksymalnie 10 punktów.

Jedyne co nam pozostało to czekać, aż mała przybierze na wadze i wtedy dopiero mogłyśmy wyjść do domu. Na początku nasza kruszynka nie chciała z nami współpracować. Gdy byliśmy już szczęśliwi i pełni nadziei bo jej waga wzrosła, tak zaraz spadała. Tak było przez kilka dni. Na szczęście później było już tylko lepiej i w końcu wypuścili nas do domu.


Przez kilka kolejnych dni Lili miała jeszcze lekką żółtaczkę ale dała radę i sama ją pokonała. Więc nie było potrzeby wracać z nią do szpitala. Jesteśmy z niej tacy dumni oraz nadal nie możemy uwierzyć, że była taka dzielna i silna. W mojej rodzinie moje ciotki i moja mama również były wcześniakami.

Rok temu Lili pierwszy raz obchodziła Dzień Wcześniaka. <3


Dziś Lili ma ponad roczek, jest cudownym uroczym dzieckiem. Ciągle chodzi uśmiechnięta i zadowolona. Uwielbia poznawać świat, który ją otacza i jest strasznie wszystkiego ciekawa. Lekarze uważają, iż rozwija się tak jakby była urodzona w terminie. Ogromnie się z tego cieszymy.

Wiecie, że co dziesiąte dziecko rodzi się jako wcześniak? To znaczy, że na pewno w waszym otoczeniu jest wiele takich przypadków. Wcześniakiem nazywamy dziecko, które urodziło się między 22 a 37 tygodniem ciąży. Natomiast noworodek urodzony po 42 tygodniu ciąży uznawany jest za przenoszony. Jest też trzecia opcja, a mianowicie taka iż poród przed 28 tygodniem określany jest jako skrajne wcześniactwo. 

Obecnie jest ona na etapie chodzenia. Pięknie już chodzi sama, chciałaby już sama jeść ale nie wychodzi jej to za dobrze. Jest bardzo ale to bardzo mądra. Potrafi podać rączkę i zaprowadzić Cię tam gdzie chce iść. Dużo rzeczy już rozumie. Czasami aż jesteśmy w szoku.


Wiem jednak, że są rodziny które przez to iż ich dziecko urodziło się jako wcześniak to mieli dużo stresu z powodu ciągłych badań. Niektóre z tych dzieci były nawet w inkubatorze. Bali się czy ich dziecko da sobie radę tym bardziej, że niekiedy lekarze nie owijają w bawełnę. A ciągłe naświetlania też nie były niczym przyjemnym. Jednak każde z tych wcześniaków jest zdrowe.


Nie wiem jak te maluchy to robią ale mają one ogromną siłę i moc. Spokojnie możemy nazwać ich super bohaterami bo właśnie takie są. Są dzielne i nie poddają się nawet wtedy kiedy robią to ich rodzice. A później umilają nam każdy możliwy dzień. A swoim uśmiechem, wypowiedzianym słowem czy zwykłym prostym gestem pokazują jak bardzo są nam wdzięczni za to że żyją i mają się dobrze.


Pisząc ten post przypomniało mi się, że to także moje święto mimo iż jestem już dorosła. W końcu też urodziłam się jako wcześniak. Z tym, że ja leżałam w inkubatorze, właśnie z powodu żółtaczki. Pozdrawiamy oraz przesyłamy moc uścisków i buziaków wszystkim Wcześniakom w dniu ich małego święta. :* :*

niedziela, 5 listopada 2017

Nasz pierwszy raz z szumiącym misiem Whisbear.

Ciekawa jestem czy każdy z was zna misia szumisia. Każda historia tego misia jest inna. Każdy kupił go z innego powodu. Jaki był nasz powód? Czy miś nam się sprawdził oraz jakie są opine dotyczące tej zabawki dowiecie się w dzisiejszym poście.




Nasza historia nie jest niestety kolorowa, ale za to ze szczęśliwym zakończeniem. O misiu szumisiu słyszeliśmy dużo dobrego. Lecz zgodnie stwierdziliśmy, że jest nam on zbędny, gdyż nasza córeczka bardzo dobrze przesypiała noce. Kiedy więc podjęliśmy decyzję, że należy go jednak kupić?

Zdarzyło się to w momencie gdy nasze maleństwo trafiło do szpitala. Częste wizyty pielęgniarek oraz badania zaburzyły jej sen. Dodatkowo po badaniach mała była niespokojna, płaczliwa i kapryśna. Wtedy mój mąż postanowił poczytać o tym w internecie i tak trafił na artykuł o misiach. (klik)



Lecz z artykułu dowiedzieliśmy się również, że jeśli nie chcemy kupować szumiącego misia lub sprawdzić czy na pewno nam się on sprawdzi to jest na to rada. A mianowicie taka, że wystarczy ściągnąć aplikację np. WhiteNoise na smartfona, która po włączeniu wydaje dźwięki, np szumiącej suszarki. Dzieci lubią takie szumy ponieważ przypominają im one dźwięki, które słyszały będąc jeszcze w brzuchu i dzięki temu czują się bezpieczne i są spokojne.

My taką aplikację ściągnęliśmy i zauważyliśmy, że dzięki niej mała dużo lepiej sypia, mniej budzi się w nocy. Niestety taka aplikacja na dłuższą metę nie zdaje egzaminu, ponieważ gdy chodzi non stop to strasznie zżera baterię. Dodatkowo sami dobrze wiemy, iż telefon jest nam bardziej potrzebny do pracy. Więc tu pojawia się kolejny problem, bo gdy chcemy skorzystać z telefonu to aplikacja się wyłącza.




Dlatego my po wyjściu ze szpitala postanowiliśmy jednak kupić misia. Co prawda nie jest on tani ale jest to jednorazowy koszt, który posłuży nam na lata. Koszt takiego misia to około 150zł. Akurat my zamawialiśmy go w sklepie Smyk(link do sklepu). Jest on w kilku wariantach kolorystycznych, a nawet kształty ma też różne. Jest on nie tylko w kształcie misia, ale inne firmy oferują go również w kształcie poduszki czy nawet ptaka.

Co to jest ten miś szumiś? To nic innego jak przytulanka w kształcie misia wykonana z najwyższej jakości miękkich, kolorowych, atestowanych materiałów, która posiada w sobie wyjmowane urządzenie. Po wyjęciu urządzenia z misia i włożeniu trzech baterii typu AAA urządzenie przez około 40 minut wydaje dźwięk szumu suszarki. Należy też wspomnieć o tym, iż po 40 minutach szum nie jest urywany, a stopniowo wyciszany. Po czym całkiem cichnie.

Istnieje możliwość by wcześniej wyłączyć misia, włączyć go jeszcze raz oraz regulować głośność szumu. Ponadto miś posiada szeleszczące łapki i uszy, które stymulują rozwój sensoryczny dziecka. Dodatkowym jego atutem jest to, iż w jego łapkach znajdują się bezpiecznie wszyte magnesy umożliwiające zaczepienia misia np. na poręczy łóżeczka, uchwycie wózka czy fotelika samochodowego.




Obecnie misie dzielą się na dwa rodzaje.
  1. Miś klasyczny czyli taki, który opisałam wyżej.
  2. A także miś z funkcją Crysensor.
Różnica w nich, polega na tym iż ten z funkcją Crysensor dodatkowo ma opcje wykrywania płaczu i ruchu dziecka. Podczas niespokojnego snu gdy dziecko zacznie się kręcić lub płakać, sensor wychwyci to i włączy się automatycznie. Tej funkcji niestety nie posiada klasyczny miś. Ważne jest też to że nie trzeba wyjmować urządzenia z misia by je ustawić. Wersja z Crysensorem szumi przez ok 40 minut, a następnie przechodzi w stan czuwania. Natomiast ruch lub płacz dziecka uruchamia szumisia na kolejne 20 minut i po tym czasie znów przechodzi w tryb nasłuchu. Tutaj również możemy regulować głośność szumu lub wyłączać i włączać wtedy gdy my tego chcemy. Oczywiście w tym przypadku również szum nie jest urywany, a stopniowo wyciszany.



Miś jest lekki i całkowicie bezpieczny więc dziecko może nawet się nim bawić. Co jest mega fajne zwłaszcza w podróży. Ale uwaga miś nie zastąpi dziecku was. Nie zastąpi mu przytulania, kołysania czy głaskania przez rodziców.





W zależności od tego gdzie kupimy przytulankę to dana firma ma innego misia. Czemu o tym mówię? Ponieważ my akurat mamy szumiącego misia Whisbear a są jeszcze misie, które po prostu nazywają się Szumisie.

My wybraliśmy akurat Whisbear ponieważ bardziej podoba nam się ich wygląd, po za tym tak jak wspomniałam wyżej można je zaczepić na łóżeczko czy fotelik samochodowy. A w przypadku Szumisia jest to nie możliwe.


Czym różni się miś Szumiś od misia Whisbear?
  • przede wszystkim różnią się wyglądem.
  • Szumiś posiada 5 różnych rodzajów szumu czego nie ma Whisbear.
  • Whisbear posiada dożywotnią gwarancję.
  • Whisbear można przyczepić do ramy od łóżeczka lub do rączki od fotelika samochodowego dzięki wszytym magnesom w łapkach czego nie posiada Szumiś.
  • Szumiś posiada system Non-Stop, tzn umożliwia uruchomienie misia na ciągłe szumienie - aż do 12 godzin.
W naszym przypadku zakup Whisbear był strzałem w dziesiątkę. Nie oznacza to jednak, że każde dziecko zareaguje tak samo. Dlatego proponujemy wykorzystanie aplikacji i sprawdzenie czy dziecko będzie reagowało na szum. Ewentualnie zachęcamy do użycia sprzętu domowego takiego jak: suszarka bądź odkurzacz.


niedziela, 29 października 2017

Multimedialny Park Fontann "Powrót Bazyliszka" - Moimi oczami.

W piątek miałam okazję być w najwspanialszym miejscu Warszawy, tzn w Multimedialnym Parku Fontann. O tym parku słyszałam już dużo, dużo wcześniej lecz nie miałam okazji się tam znaleźć.

Własnie w piątek, mąż kolejny raz spełnił moje marzenie i zabrał mnie i naszą córeczkę do tego parku. Na początku robiłam zdjęcia samej fontanny, a mąż do samego końca trzymał mnie w niepewności więc nie wiedziałam czy będziemy na pokazie czy nie.

O tym, że będziemy na widowisku dowiedziałam się dopiero w momencie, gdy Arek poprosił mnie bym sprawdziła o której godzinie będzie pokaz. Niestety okazało się, że teoretycznie widowisko miało rozpocząć się dopiero o 21.30, a mój ukochany myślał, że będzie on o 20.30 więc musielibyśmy godzinę czekać i byśmy poczekali gdyby nie to że mała była znudzona.

Warszawa nocą! <3




Gdy lekko zawiedzeni, skierowaliśmy nasze kroki w stronę auta, nagle wszystkie fontanny zostały wyłączone. Okazało się, że jednak wydarzenie rozpocznie się wcześniej. Po krótkiej rozmowie cofnęliśmy się by poczekać. Postanowiliśmy też, że gdyby Lili zaczęła za mocno marudzić, to po prostu udamy się do samochodu i wyruszymy w podróż do domu.

Tak naprawdę to nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie raz byłam w miejscu, które rekomendowało dużo osób, a później w ostateczności czułam niedosyt. Nie skupiając się na opiniach innych, postanowiłam zobaczyć to wszystko na własne oczy i wtedy definitywnie ocenić czy mi się podobało czy nie.

Widok mieliśmy średni gdyż staliśmy pod samą fontanną. Miejsca na skarpie nie mogliśmy zająć, ponieważ mała nie chciała siedzieć. A do tego przed nami, stała jeszcze masa ludzi. Na filmiku, który wstawię wam poniżej, będzie widać również głowy osób oglądających.



Dodatkowo musieliśmy się odsunąć, gdyż podczas widowiska fontanna lekko chlapała. Po za tym jak bym stała za blisko to nie byłoby widać wszystkiego. Po wstępie i kilku reklamach, projekcja się rozpoczęła.

Opowieść ta nosiła tytuł: "Powrót Bazyliszka" i opowiadała o Warszawie, którą zawładną Bazyliszek zamieniając wszystkich ludzi w kamień, oprócz pewnej młodej siatkarki, która de fakto na samym końcu go pokonała. Ale jak tego dokonała dowiecie się dopiero po obejrzeniu filmiku.

Powiem wam, że takiego efektu jaki stworzyli dawno nie widziałam. To było coś niesamowitego. Szczerze mówiąc to przy oglądaniu prawie się popłakałam. O! Aczkolwiek zastanawiam się też nad tym na ile legenda o bazyliszku jest prawdziwa. Z tego co wiem to bazyliszek zamieniał w kamień ludzi, którzy na niego spojrzeli, a nie wszystkich jak to było pokazane na tym pokazie. Nie rozumiem momentu, w którym bazyliszek został potrącony przez wagon metra, ponieważ nie wiem co to miało na celu.

Muszę przyznać, iż byłam w szoku, że projekcja podobała się również naszej małej córeczce. Ponadto myślałam, iż w związku z tym, że pogoda nie zawsze dopisuje to ludzi w Multimedialnym Parku będzie stosunkowo mało. Szkoda, że nie widzieliście mojego zdziwienia gdy okazało się iż się myliłam.

Tłum ludzi nie pozwalał na zajęcie dogodnych miejsc, po za tym było strasznie dużo rodzin z dziećmi o tak później porze co również było dla mnie zaskoczeniem. Całe wydarzenie psuli ludzie sprzedający dziwne świecące zabawki, które niestety rozpraszały większość dzieci.

Zapomniałam jeszcze dodać, że do Multimedialnego Parku Fontann wejście jest całkowicie darmowe, więc każdy może przyjść! Ogólnie fontanny zapalają się około godziny 16 ale pokazy są tylko w piątki i soboty tak jak wspomniałam wyżej. Naprawdę warto udać się w to miejsce z rodziną, a nawet ze znajomymi, gdyż w Pawilonie Artystycznym tego Parku u podnóża Nowego Miasta znajduje się restauracja Fontanna, w której zjeść można dania kuchni włoskiej z polskimi akcentami.




A teraz parę ciekawostek!

Zespół fontann uruchomiono 7 maja 2011 roku, w związku z jubileuszem 125 - lecia Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK). Od maja do września, w każde piątkowe i sobotnie wieczory można oglądać pokazy o godzinie 21.00 i 21.30, które trwają około 30 minut.

Pokazy potocznie nazwane "woda - światło - dźwięk" odtwarzane są z wykorzystaniem reflektorów LED i Laserów, a także projektora oraz centralnej jednostki sterującej Show Music Controler. Co roku na wodnych ekranach Multimedialnego Parku Fontann prezentowany jest nowy pokaz w formie animowanej opowieści.

Dacie wiarę, że łączna powierzchnia luster wody wynosi, aż 2870m2 a koszt tej że inwestycji wyniósł 11,5 mln zł ? Została ona sfinansowana z budżetu miasta stołecznego Warszawy, MPWiK oraz środków Unii Europejskiej. Natomiast wykonawcami budowy było konsorcjum firm: Mostostal Warszawa S.A., Watersystem SP. z o.o. i OASE GmbH.

Niedaleko fontann znajduje się ławeczka Williama Heerleina Lindleya, który zaprojektował sieć kanalizacyjną Warszawy i w 1886 uruchomił miejskie wodociągi oraz nieopodal stoi też rzeźba słynnego Bazyliszka.[ Inspiracja czerpana z Wikipedia]

Zamek Królewski w Warszawie oraz Arkady Kubickiego.

P.S. Zdjęcie zrobione przypadkowo. To nie jest nasza kłódka. :)

A jeśli jesteście ciekawi informacji technicznych to:


Kompleks składa się z:

  • trzech niecek wypełnionych wodą i fontanny tzw. suchej
  • 367 dysz wodnych (w tym 227 sterowano cyfrowo)
  • 295 reflektorów LED RGB
  • 22 pomp o łącznej mocy 285,5 kW
  • lasera RGB o mocy 15 W 
  • projektora
  • i centralnej jednostki sterującej Show Music Controler {Źródło: Wikipedia}
Mury Barbakanu


Z czystym sumieniem, mogę powiedzieć wam, iż Multimedialny Park Fontann zaraz po Łazienkach Królewskich skradł moje serce! Zajrzyjcie tam koniecznie, a tym czasem ja lecę dalej odkrywać miejsca, które być może znów skradną moje serce.



piątek, 13 października 2017

Spontaniczny wyjazd do Poznania.

Kiedyś słyszałam takie sformułowanie : "Poznań miasto doznań" czy faktycznie tak jest to niestety powiedzieć wam nie mogę, gdyż nie spędziłam w nim dużo czasu. Ale może zacznijmy od początku. Razem z moim mężem mamy w planach zwiedzenie całej Polski, a jak się uda to nawet kraje zagraniczne. Poznań też jest na naszej liście miast do odwiedzenia. Czemu napisałam, że nadal jest? A no dlatego, iż co prawda byliśmy w poznaniu lecz był to wyjazd spontaniczny i można powiedzieć, że służbowy.

Po prostu mój mąż pewnego dnia oznajmił, że ma kupca na opony od starego samochodu. Dopiero później dodał, że jest to wyjazd aż do Poznania. Po rozmowie z rodzicami Arka postanowiliśmy, że nasza córeczka zostanie z nimi w domu. Uznaliśmy, iż tak będzie najlepiej ponieważ Lili była jeszcze wtedy za mała na tak długie podróże. Mając na myśli długie podróże, nie chodziło mi o wyjazdy kilku godzinne i to z nocowaniem tylko długie wycieczki tam i z powrotem. O Poznaniu słyszałam bardzo dużo. Podobno jest tam przepiękna starówka, na której znajdziecie też poznańskie koziołki.


Stacja paliw zaliczona :D


Lecz niestety tym razem nie dane nam było rozkoszować się pięknem tego miasta. Podczas końcowej rozmowy z kupcem dowiedzieliśmy się, że niedaleko jego miejsca zamieszkania jest duża góra, na której znajduje się taras widokowy. Wchodząc na niego można zobaczyć cały Poznań z góry i napawać się jego widokiem.

Po zakończonej transakcji, Arek zdecydował, że udamy się na tą górę bo mieliśmy stosunkowo blisko chociaż nie do końca było nam po drodze. Dodam jeszcze iż ów klient powiedział nam, że ta góra to jedyna ciekawa atrakcja Poznania więc tym bardziej byliśmy jej ciekawi.





Obiekt, o którym wam opowiadam ma też oczywiście swoją nazwę. Nazywa się Dziewicza Góra i znajduje się w Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka. Owa wieża widokowa ma aż 40 metrów, a dojść do niej można tylko poprzez las. Zanim jednak udamy się na górę to zaraz po wyjściu z samochodu i przejściu przez duży parking naszym oczom ukazuje się Ośrodek Edukacji Przyrodniczo - Leśnej Dziewicza Góra.

Ośrodek ten to nic innego jak cudowne domy z bali. Na obiekt ten składają się:

  • Budynek główny, znajduje się w nim salon fotografii przyrodniczej "Foto - natura". Znaleźć tam można również ogólnodostępne toalety oraz punkt gastronomiczny.
  • Budynek zielonej szkoły, w którym w czasie niepogody odbywają się zajęcia edukacyjne z zakresu wiedzy przyrodniczo - leśnej.
  • Wiata na ognisko mieszcząca ok. 100 osób wraz z wmurowanym grillem.








Wiata z wmurowanym grillem.



Wszystkie wyżej wymienione pomieszczenia dostosowane są dla osób niepełnosprawnych. Natomiast wokół ośrodka biegnie ścieżka przyrodniczo - leśna "Dziewicza Góra", która obejmuje 19 przystanków i porusza zagadnienia związane z hodowlą i ochroną lasu.

Jeśli chodzi o ofertę edukacyjną to obejmuje ona pogadanki i warsztaty o tematyce:
  1. aktywnego wypoczynku w lesie
  2. bezpieczeństwa w lesie
  3. pracy leśnika
  4. drzewoznawstwa
  5. rozpoznawania grzybów 
  6. dokarmiania ptaków zimą (warsztaty połączone z budowaniem karmika)
Niestety nam nie udało się dokładnie zwiedzić okolicy gdyż po pierwsze nie mieliśmy tyle czasu, a po drugie ośrodek w pewnym stopniu był zamknięty. Jedyne co było otwarte to toalety i wyżej wymieniony salon fotografii przyrodniczej.








Miejsce samo w sobie jest bardzo przyjemne, szczególnie gdy chcecie wybrać się na spacer z ukochanym lub rodziną idąc przez las i słuchając śpiewu ptaków. Co do widoku z wieży to nie zapierał on tchu w piersiach, co więcej oboje z mężem spodziewaliśmy się czegoś więcej i czuliśmy lekki niedosyt. Aczkolwiek mimo wszystko uważamy, że warto odwiedzić to miejsce chociażby w celu zrelaksowania się bądź schowania przed światem.








Wracając, po drodze zrobiłam kilka ciekawych zdjęć oraz postanowiliśmy zatrzymać się nad tamą we Włocławku na zachód słońca.  







 
Niezastąpiony w czasie podróży! <3






Kochani, na końcu posta znajdziecie krótki filmik z tego wyjazdu. Zapraszam do oglądania. Jeśli podoba wam się wpis lub macie jakieś pytania to zapraszam do dyskusji w komentarzach. Buziaki.




Instagram @caly_swiat_patrzy

Etykiety

aktywne spędzanie czasu z rodziną amfiteatr beautiful bialko blog Boże Narodzenie choinka ciąża communication competitions couple drzewa duchy dziwne przeczucia early spring expedition fajerwerki family family time familytime fit fit girl fit summer challenge forest fotograf fotografia friends friends time gardens of light good time gotowanie hemofobia husband husband and wife igła interpersonal communication kajapieńkos kampania karmelowe cukierki komunikacja komunikacja interpersonalna konkursy krew królewski ogród świateł książki kwiecień la playa las leaves lifestyle lights liście Łazienki Królewskie Małżeństwo mąż i żona miasto olsztyn miłość miłość wszędzie miś szumiś Muzeum Romantyzmu nagrody natural mojo Nieborów Nowy Rok ogród chiński ogród królewski ogród modernistyczny ogród romantyczny ogród świateł ogród w Arkadii Olsztyn omdlenia po pobraniu krwi Opinogóra palace palace gardens pałacyk Park pasje pieńkos pobieranie krwi podróże poland polska pralinka pregnant prezenty Przasnysz przyjaciel przyjaźń realne sny rodzina rodzinna niedziela rodzinna wycieczka rodzinne święta romantyczny spacer rozdział rozmowa rozrywka ruiny sennik sesja świąteczna siostry siostry bukowskie sny spacery spectacular stolica strach strzykawka sweet Sylwester świąteczny klimat święta święto zakochanych toast together trees trening trip tulipany TVN ubiór dziecka Uk UnitedKingdom urodziny valentines day Walentynki warmia warsaw Warszawa warsztaty wczesna wiosna werther's original wiara w duchy Wielka Brytania wielki finał Wigilia Wilanów wolny czas workshops wpis wróżki wycieczka Wyjście na dwór Zjawiska paranormalne znaczenie snu Zygmunt Krasiński